Niepełnosprawni. Jazda ekstremalna ? Łódź pełna barier. Hotele bez barier. Wiadomości dla niepełnosprawnych. Wiadomości Hotele bez barier.
  •  Niepełnosprawni Strona główna
  • Wiadomości Niepełnosprawni
  • Hotele dla Niepełnosprawnych
  • Ankieta Hotele bez barier
  • Porady Niepełnosprawni
  • Kontakt "Hotele bez barier"
  • Wymiana linków Turystyka Niepełnosprawni
    Jazda ekstremalna ? Łódź pełna barier
    Zapala się zielone. Ruszam przez skrzyżowanie - ciągle zielone. Przejeżdżam ulicę - zielone. Prawie dojeżdżam. Nagle przednie kółka wózka klinują się w wyrwie w asfalcie. Zielone mruga - próbuję się wydostać - zapala się czerwone. Szarpię się, obracam wózek. Teraz zielone mają samochody - ruszają - zaraz zginę!

    Plan jest prosty - przedostanie się spod galerii na drugą stronę al. Piłsudskiego. Skrzyżowanie Piłsudskiego i Sienkiewicza jest jednym z najbardziej ruchliwych w mieście. Dlatego 30 lat temu miasto zdecydowało, że zamiast tradycyjnej sygnalizacji świetlnej będzie tu przejście podziemne. To miało ułatwić przejście przez ulicę. I ułatwia. Ale tylko tym, którzy akurat nie prowadzą wózka z dzieckiem lub nie jadą na wózku inwalidzkim. W przejściu nie zrobiono podjazdów, więc dla tych osób przejście nie istnieje. A ja właśnie jadę na wózku...

    Mapka wariantów

    Wariant pierwszy: na lewo

    Wyruszam na drugą stronę Piłsudskiego w zgodzie z literą prawa - objazdem. Chodnik prowadzący do pierwszego przejścia dla pieszych, tego przy skrzyżowaniu Orlej i Sienkiewicza, jest lekko pochylony, więc nie przemęczam się. Dojeżdżam do przejścia i staję. Na szczęście nie pada mocno, jakoś wytrzymam.

    Zielone, przejeżdżam przejściem na drugą stronę Sienkiewicza i jadę na północ, w stronę al. Piłsudskiego. Teraz jest już trudniej. Chodnik podnosi się, jest w nim więcej dziur. Już wiem, że niektórych nie pokonam przodem. Obracam wózek i przejeżdżam przez nie tyłem. Kilka minut później - trochę zdyszany i z mokrym czołem - jadę wzdłuż Piłsudskiego. Czoło mam mokre, ale nie od deszczu.

    Mijam Ibisa i Silver Screen, dojeżdżam do przejścia podziemnego przy Piotrkowskiej. Tu też nie zjadę w dół, więc skręcam w lewo i jadę wzdłuż Piotrkowskiej. Nawierzchnia to istne gruzowisko. Kiedy dojeżdżam do kolejnego przejścia dla pieszych, cały spływam potem. Szybko na drugą stronę, znowu zawracam do Piłsudskiego. Znów pod górę.

    Kilka minut później dojeżdżam do upragnionego przejścia dla pieszych przy al. Kościuszki. Wciskam się między pieszych i czekam. Zapala się zielone. Ruszam przez skrzyżowanie - ciągle zielone. Przejeżdżam ulicę - zielone. Prawie dojeżdżam. Nagle przednie kółka wózka klinują się w wyrwie w asfalcie. Zielone mruga - próbuję się wydostać - zapala się czerwone. Szarpię się, obracam wózek. Teraz zielone mają samochody - ruszają - zaraz zginę. W ostatniej chwili starszy mężczyzna pomaga mi wydostać koło ze szczeliny. Przejście pokonuję z postojem na środku.

    Zanim dojadę do Piotrkowskiej, mijam studzienkę kanalizacyjną, którą wybudowano na wzniesieniu. Wokół studzienki kałuża, w którą wjeżdżam. Już mi nie zależy, i tak jestem cały mokry. Przejeżdżam przez Piotrkowską i dalej - pod oknami urzędu marszałkowskiego. Wszędzie stoi woda. W końcu dojeżdżam do Sienkiewicza, przejeżdżam przez ulicę. Po półgodzinie jestem u celu.



    Wariant drugi: na prawo

    Chyba oszalałem, wybierając trasę do Kościuszki. Przecież jest krótsza i - zapewne - łatwiejsza. Sprawdzam ją.

    Tym razem wyruszam w stronę ul. Kilińskiego. Chodnik przy galerii nie ma dziur, sunę jak oszalały. Zwolnić muszę dopiero przy wjeździe na parking centrum handlowego. Dalej nawierzchnia z betonowych kostek zmienia się w połamane płytki chodnikowe. Kiedy dojeżdżam do przejścia dla pieszych, mam za sobą kilka dziur i parę kałuż. Raz musiał mi pomóc młody człowiek.

    Dojeżdżam do przejścia przed ul. Kilińskiego i zatrzymuję się na czerwonym. Ochlapuje mnie ciężarówka, która wjeżdża w kałużę na jezdni. Znowu przejście pokonuję "na dwa" - z postojem między jezdniami. Najwięcej problemów mam z torowiskiem, ale tym razem radzę sobie sam.

    W drugą stronę jedzie się bardzo dobrze. Dojeżdżam na miejsce i spoglądam na zegarek. Myślałem, że jechałem krócej, a to całe 20 minut!



    Wariant trzeci: ekstremalny

    Ale po co w ogóle to wszystko? Po co kluczyć, robić objazdy, męczyć się? Punkt startowy od mety dzieli w linii prostej tylko 40 metrów. Rzut beretem. Postanawiam pójść za przykładem większości niepełnosprawnych i pokonać skrzyżowanie w możliwie najprostszy sposób - jadąc Sienkiewicza na wprost. Ulicą.

    Cała sztuka polega na odpowiednim wyczuciu chwili. By zdążyć, muszę ruszyć w momencie, gdy samochody stojące na Piłsudskiego - na pasie do lewoskrętu - dostaną zielone światło. Kiedy zapala się strzałka w prawo, ruszam. Omijam zapadnięty właz studzienki kanalizacyjnej i mknę w stronę przedzielającej dwie jezdnie al. Piłsudskiego wysepki tramwajowej. W ostatniej chwili wjeżdżam na wąski chodnik między jezdnią a wysepką. W upatrzone wcześniej miejsce: nie nazbyt blisko ulicy - bo potrącą mnie samochody - i niezbyt daleko - wtedy przejechałby mnie tramwaj.

    Znów czekam, kalkuluję. W końcu ruszam. Jadę tak szybko, jak tylko umiem. Kiedy wjeżdżam na chodnik, czuję ulgę. Przejechanie skrzyżowania na wprost zajęło mi dziesięć minut. Zaczynam rozumieć, dlaczego niektórzy wybierają objazdy.



    Wariant czwarty: na litość

    Przeżyłem. Ale trzeci wariant jest zbyt niebezpieczny, żeby go powtarzać. Pozostaje mi czwarty wariant - stanąć przy przejściu i czekać, aż znajdą się osoby, które zechcą mnie znieść po schodach i wnieść po drugiej stronie Piłsudskiego.

    Dwóch mężczyzn podchodzi do mnie niemal natychmiast. Próbują mnie podnieść, ale nie mogą. Wtedy zjawia się trzeci. Chwytają wózek, na którym siedzę, i powoli go znoszą. Nie jest im łatwo, w końcu swoje 65 kilogramów ważę. Jeszcze więcej problemu mają z wniesieniem mnie na górę.

    Kiedy jest po wszystkim, przedstawiam się. Mówię, że nie jestem osobą niepełnosprawną i że chciałem napisać o absurdzie, jakim jest brak podjazdu w tym przejściu. Nie mają żalu, nie złoszczą się. - W Toruniu, skąd pochodzę, w takich przejściach zamontowane są platformy dla wózków - opowiada jeden z mężczyzn. Odpowiadam, że tutaj też taka była, ale po trzech dniach wandale ją zniszczyli. - Dlatego w Toruniu mamy w przejściach monitoring. Od tamtego czasu jest spokój.



    Źródło : gazeta.pl               02.10.2010
    UDOSTĘPNIJ :

    Dodaj na FB                            
    [Rozmiar: 13767 bajtów]

    Komentarze :


    [Rozmiar: 13767 bajtów]

    Dodaj komentarz (wszystkie pola wymagane):
    Imię lub Nick



    Email ( nie będzie publikowany )



    Temat komentarza



    Treść komentarza