Niepełnosprawni. Zima w mieście okiem wózkowiczów. Hotele bez barier. Wiadomości dla niepełnosprawnych. Wiadomości Hotele bez barier.
Zima w mieście okiem wózkowiczów
Łatwo nie jest: brniemy w zaspach, ślizgamy się, skaczemy między zwałami śniegu. I psioczymy na zimę, ile wlezie. A jak poruszają się wózkowicze, niewidomi, matki z wózkami? - Byle do wiosny - mówią, bo niektórzy dopiero wiosną wyjdą z domów
Jak się teraz poruszać na wózku? Jak niewidomy może wyczuć laską drogę? - pomyślałem, wskakując do autobusu. Byłem zły, bo przystanek nie był odśnieżony, brnąłem po kolana w śniegu.
- Do pracy dojeżdżam metrem - opowiada Małgorzata Pacholec, dyrektorka Polskiego Związku Niewidomych. - Wychodzę ze stacji i liczę na opatrzność: "Panie Boże - mówię - ześlij jakiegoś anioła, który pomoże mi się wydostać". I przeważnie ktoś mi pomaga.
Kiedy jest dużo śniegu, niewidomi łatwo się gubią. Zbaczają z wyuczonych tras. - Jeśli chodnik jest nieodśnieżony, w ogóle nie wiem, gdzie jestem - na chodniku, a może już na bezdrożu? - mówi dyrektor Pacholec. - Kiedy zima zaskoczy, pług nie dojedzie, liczę tylko na drugiego człowieka.
Jacek Zadrożny, też niewidomy: - Samodzielnie się nie wypuszczam, chyba że taksówką pod same drzwi.
Opowiada, że przy takim śniegu niebezpiecznie łatwo zejść na jezdnię, bo laską ciężko cokolwiek wyczuć. - Wydeptane ścieżki prowadzą nie wiadomo dokąd. Przestrzeń, w której się poruszam, nagle zmienia się o 100 proc. - stwierdza.
A jak zima wygląda z perspektywy wózka inwalidzkiego? - Wychodzę z domu, bo muszę - przyznaje Marek Sołtys, znany jako "Szalony Wózkowicz". Porusza się na akumulatorowym wózku. - Przebijam się przez zaspy. Z impetem wbijam się w bruzdy śniegu i jakoś jadę. Fakt, czasem się zakopię. Ale na wózku ręcznym nie jest już tak prosto. Znam wielu, którzy wcale nie wychodzą z domów.
Spory problem to parkujące na każdej wolnej od śniegu powierzchni samochody. W poprzednią zimę "Szalony Wózkowicz" fotografował takie pułapki. - Nie minę samochodu, na ulicę też nie wjadę, bo wszędzie śnieg. Szukam innego sposobu. W środę np. jechałem tramwajowym torowiskiem. Motorniczy był wyrozumiały. W Warszawie można jeszcze jakoś funkcjonować, ale jak radzą sobie ludzie gdzieś pod miastem?
W Żabieńcu pod Piasecznem mieszka poruszająca się na wózku Edyta Banasiewicz, pomysłodawczyni akcji "Piaseczno bez barier". - Ja z domu nawet nie wyglądam. Jedzenie dowozi mi samochodem siostra.
Do Żabieńca nie docierają pługi, nie ma autobusów niskopodłogowych, transport specjalistyczny do Warszawy kosztuje 150 zł w jedną stronę. Pani Edyta wspomina, że w tym roku z domu wyjechała na wózku dopiero w kwietniu, kiedy śniegi stopniały na dobre. - Wkrótce potem wylała nasza lokalna rzeczka Jeziorka i znowu byłam uwięziona - mówi.
W ostatnich dniach Patrycja Dołowy, młoda mama z fundacji MaMa, wózek dziecięcy zamieniła na sanki. - Chodniki są kiepsko odśnieżone, wózkiem nie da się przejechać. Podjazdy, jeżeli w ogóle są, to są oblodzone - opisuje.
Źródło : gazeta.pl
03.12.2010